niedziela, 20. maj 2012

Ostatnia aktualizacja09:28:34 AM GMT

Naszą witrynę przegląda teraz 3 gości 
Tu jesteś:

Zagrajmy w Gamboni

Email Drukuj PDF
Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 
Pod koniec 2006 roku inwestorzy na GPW z uwielbieniem zaczęli grywać w Tajemnicę Gamboni. Zasady tej gry opisał Victor Sperandeo, w swojej książce Trader Vic ("Trader Vic", Victor Spreandeo, Dom wydawniczy ABC, 1998). Ma ona wyjątkowo proste zasady, które Sperandeo przytacza publikujac historyjkę Joego – bardzo dobrego gracza w karty, który pewnego razu szukając partnerów do gry (oczywiście za jak najwyższą stawkę), znalazł się na farmie, gdzie właśnie trwała gra w gamboni. Na stole w puli leżało 40 000 dolarów i Joe przyłączył się do gry. W pewnym momencie, gdy w ręku miał fulla z asów i dam, znacznie podwyższył stawkę. Farmer przy stole sprawdził i wyłożył trzy trefle i dwa kara bez większego znaczenia. Gdy zaczął zgarniać pieniądze Joe zaprotestował, wówczas farmer wskazał mu tabliczkę na jednej ze ścian lokalu „trzy trefle i dwa kara tworzą Gamboni. Najwyższy układ kart w tym lokalu"

 Joe mimo wściekłości postanowił grać dalej, znając już zasady i niedługi czas potem otrzymał do ręki Gamboni. Postawił wszystko co miał. Farmer ponownie sprawdził pokazując sekwens kart. Gdy Joe zaczął zbierać pieniądze powstrzymał go pokazując tabliczkę na innej ścianie „W tym lokalu w ciągu całego wieczoru dopuszczalny jest tylko jeden Gamboni".

Grę w Gamboni przyswoiły sobie po czteroletniej hossie na GPW również niektóre spółki. Z tym, ze to one znają zasady, a inwestorzy zachowują się jak Joe. Słowem, który wpływał na wyobraźnię inwestorów niemal przez cały rok 2006 było „emisja nowych akcji". Najlepiej jak najtańszych. Kolejne spółki działające na GPW decydowały się na emisje akcji po kilka złotych, czyli najczęściej po cenie kilkakrotnie tańszej od obowiązującej właśnie na rynku. Niewielu graczy postawiło sobie pytanie, czy jeśli cena akcji na rynku wynosi np. 30 zł, a spółka robi emisję po 1 zł, to czy przypadkiem nie oznacza to, że zarząd spółki uważa aktualną cenę akcji za zdecydowanie przewartościowaną? Liczyło się, to że będą tanie akcje. A jak coś jest tanie, to jest ... tanie, czyli dobre. Trąciło to trochę filozofią zakupów w supermarkecie. Niemniej jednak spółki odkryły żyłę złota. I zaczęły niemal na wyścigi robić tanie emisje akcji z tzw. prawem poboru. W skrócie oznacza to, że tylko dotychczasowi posiadacze akcji mają prawo do owych tanich nowoemitowanych akcji.

Prowadziło to do silnego wzrostu cen, bo sporo graczy uznało, że warto zapłacić owe 30 zł w nadziei na to, że w przyszłości kupi się to samo za złotówkę. Logika pokrętna, ale chyba z wyjątkiem wyznawców „hipotezy rynku efektywnego" mało kto uważa, że inwestorzy są racjonalni.

Wróćmy jednak do naszego Gamboni. Kilku Farmerów siedzących przy stoliku zwanym GPW postanowiło przeprowadzić nową emisję z prawem poboru. Ale nie poinformowali inwestorów o tym jaka będzie cena akcji nowej emisji. To już nie było Gamboni. To było Super-Gamboni. Co więcej inwestorzy okazali się tak pazerni, że uznali, że brak zasad jest dobrą zasadą i zaczęli kupować dotychczasowe akcje, w nadziei otrzymania prawa poboru nowych akcji, po cenie całkowicie nieznanej. Na szczęście, przy stolików znalazło się kilku bardziej doświadczonych graczy i wymusili na sprytnych farmerach ujawnienie ceny. Ci z niechęcią, ale jednak to zrobili. Niestety gra w Gamboni trwa w najlepsze, a inwestorzy – i bardziej i mniej doświadczeni – dali się w nią wciągnąć.

Super graczem w mojej opinii jest spółka Duda. Obserwując to co się dzieje wokół tej spółki odnoszę wrażenie, że to jest ten gracz, który odpowiedzialny jest za rozwieszanie tabliczek na ścianach z zasadami gry.

Od bardzo dawna poważnym źródłem wartościowych informacji na temat stanu rynku i atmosfery na nim panującej jest dla mnie lektura list dyskusyjnych a ostatnio również blogów. To co czytałem w okresie największej ekscytacji papierami Zakładów Mięsnych Duda (listopad – grudzień 2006, gdy cena wzrosła z 16 na 29 zł) przypomniało mi czasu Wielkiego Szczytu z 1994 roku oraz końcówkę bańki internetowej w 2000 roku. Aby nie wchodzić za bardzo w szczegóły – od 4 do 8 grudnia na akcjach Dudy miał miejsce rekordowy obrót. Nie bez znaczenia jest fakt, że 4 grudnia akcje były notowane w pobliżu historycznych maksimów (29.55), zaś 6 grudnia miała miejsce korekta kursu związana z przyznanym prawem poboru, i cena spadła do 13 zł. Nie bez znaczenia jest również fakt, iż kilka dni później sprzedającymi okazali przedstawiciele spółki – wiceprezes i prokurenci (na łączną kwotę 120 mln PLN).

Przy okazji, jeden z komentatorów napisał przed pojawieniem się tego komunikatu „Pojawiły się też domysły, że może to rodzina Dudów sprzedawała walory, ale to nie ma większego sensu zważywszy na ostatnie dokupowanie walorów, przez ludzi związanych ze spółką."

Zupełnie bez znaczenia jest również fakt, że wcześniej przedstawiciele firmy poinformowali, że nie zamierzają zbywać swoich akcji. O wiele większe znaczenie ma zachowanie się inwestorów. To co działo się na listach dyskusyjnych po ujawnieniu komunikatu o sprzedaży akcji przez osoby związane ze spółką było niesłychane. Przedstawiciele Dudy powinni skrupulatnie notować wszystkie próby wyjaśnienia, co kierowało ich motywami. Początkowo na listach panowała wściekłość – inwestorzy uznali, ze ktoś ich oszukał. Później jednak przełknięto gorzką pigułkę i zaczęto szukać wytłumaczenia. Przecież, zarząd nie może być tak krótkowzroczny, żeby sprzedawać akcje tak wyśmienitej spółki. Znaleziono wytłumaczenie, że akcje zostały sprzedane po to, by mieć gotówkę na nową emisję. Przypomnę sprzedano za 120 mln PLN, a na nową emisję potrzebne byłoby około 40 mln (żeby utrzymać udziały). Do tego uznano, że taki człowiek jak Maciej Duda uhonorowany właśnie laurem Przedsiębiorca Roku, wie co robi. Gdy dzień po opublikowaniu komunikatu, o sprzedaży akcji, cena akcji nieco wzrosła, euforia znów była pełna. Inwestorzy prześcigali się w podawaniu coraz to nowych informacji – „Duda wchodzi w biopaliwa" (to informacja takiej jakości, jak w 2000 roku, podanie że ktoś wchodzi w internet), „Duda zaleje Ukrainę mięsem", „Duda PLANUJE (wyróżnienie moje) lepsze wyniki", „Duda zapowiada konferencję", „przecież tam są instytucje, na pewno nie będą sprzedawać". I tak dalej w tym stylu. Wiara inwestorów była ogromna. Pewien niepokój po kilku dniach wzbudza fakt, że akcje jakoś nie chcą rosnąć. Ale w sumie to żaden problem – większość jak jeden mąż podkreśla, że będzie to inwestycja długoterminowa. Nie ma to jak lojalny akcjonariat. Bardziej lojalny od wiceprezesów i prokurentów.

Moja pamięć o atmosferze w czasie końca hossy internetowej, kazała mi poszukać innych ciekawostek i znalazłem kolejnego gracza w Gamboni. Tym razem profesjonalnego. Co więcej wygląda na to, iż ten gracz jest przekonany, że zna wszystkie zasady Gamboni. Graczem jest Dom Maklerski Millenium, który 8 listopada 2006 opublikował wycenę i rekomendację (oczywiście „kupuj") dla Dudy pod tytułem „Ukraińskie Eldorado". Już sam tytuł powinien wystarczyć do oceny wiary analityka, postanowiłem jednak poczytać, jakie argumenty na poparcie swoje wiary mają analitycy.

Choć nie zajmuję się analizą fundamentalną, po wielu latach doświadczeń zauważyłem kilka rzeczy wspólnych między analitykami fundamentalnymi a technicznymi (do których mi bliżej). Obie grupy uwielbiają bazować na danych z przeszłości do stawiania prognoz. Obie grupy robią różnego rodzaju założenia, które mają pozwolić udowodnić im najbardziej karkołomne nawet tezy. Obie grupy często mają problem z wycofaniem się z błędnych prognoz.

Analitycy Millenium uznali, że w ciągu kolejnych 3 lat przychody Dudy będą rosły o 18 proc., głownie ze względu na dynamiczny rozwój Dudy na Ukrainie. Do wyceny posłużono się kilkoma argumentami, które wymienię z krótkim komentarzem.

- utrzymanie kursu PLN w stosunku do EUR i USD na obecnym poziomie.

To jedna z ciekawszych sztuczek fundamentalnych. Jeśli przychody spółki rosną systematycznie nic nie przeszkadza zakładać dalszy wzrost. Ale jeśli do wyceny nie pasuje trend na walucie (złoty od kilku lat systematycznie się umacnia) to lepiej założyć, że się nie zmieni. Ot taka maleńka niekonsekwencja

- Wzrost przychodów z Ukrainy z 70 mln PLN w 2006r. do 150 mln PLN w 2010r.

W sumie co przeszkadzało założyć 200 mln, a nawet 300 mln zł. Cztery lata to odległa perspektywa. Analizując wykresy technicy również pozwalają sobie na takie fantazyjne prognozy. No dobra, nie będę się czepiał. Ten wzrost wynika z założenia owych 18 proc. rocznie (ściśle mówiąc 21%, ale kto by się martwił takimi szczegółami)

- Wzrost średnich cen półtusz 4.45 PLN/kg w 2006r. do 5.5 PLN/kg w 2010r.

No tutaj analitycy nie pozwolili sobie na fantazje założyli wzrost o 25% w ciągu czterech lat. A mogli więcej. Od 2001 roku ceny półtusz wahają się między 4.20 a 7.20 PLN. Ponieważ jest to rynek cykliczny, naprawde dziwi, aż tak duża ostrożność. Zwłaszcza, że analiza była przygotowywana w czasie fazy spadkowej.

- Wzrost średniej wagi półtusz o 10 procent

Powiem szczerze, że ten argument nieco mnie zbił z tropu. W sumie jeśli cena za półtusze podawana jest za kilogram, to intuicyjnie nie powinno mieć to większego znaczenia. Aby nie zawierzać intuicji, zadzwoniłem do znajomego na Warszawskiej Giełdzie Towarowej i zadałem mu pytanie, co może oznaczać taka informacja. Usłyszałem: „no jak to co, jakość mięsa się pogorszy, bo będzie bardziej otłuszczone i jego cena może spaść". No ale to była tylko jego opinia.

To tylko wybrane argumenty. Nie chcę absolutnie podważać sensowności analiz tego typu, niemniej jednak w momentach euforii rynkowej zauważam czasami pewne zachowania, wśród różnych grup inwestorów, które skłaniają mnie do zadawania różnych pytań. Ot takie filozoficzne powątpiewanie. No i czasami na wskazanie pewnych manipulacji. Na stronie 12 omawianego raportu jest diagram opisujący prognozowane spożycie mięsa w Polsce w kg na osobę do 2015 roku. Z diagramu wynika, że spożycie wieprzowiny wzrośnie z 39 kg do 42 kg. Z tego samego diagramu wynika również, że spożycie drobiu wzrośnie z 24 na 28 kg. Innych mięs (np. jagnięcia) w ogóle się nie zmieni. Coś mi tu nie pasowało, w końcu tyle się mówi, że Polacy rezygnują z mięsa wieprzowego właśnie, na rzecz drobiowego i innych, a tu takie prognozy? Sięgnąłem do danych Agencji Rynku Rolnego od 1990 roku. Wynika z nich jednoznacznie, że trend w spożyciu wieprzowiny jest malejący (choć tendencja ta jest nieznaczna) i przez ostatnie 15 lat utrzymuje się poniżej 40 kg na osobę. Za to dynamicznie rośnie znaczenie drobiu (z 5 kg do ponad 20 kg).

Czyżby więc analitycy dlatego nie pokazali danych wcześniejszych niż z 2005 roku.

No cóż, właściwie to nie jest mój problem. Staram się unikać gry w Gamboni (choć z uwagi na wrodzoną człowiekowi irracjonalność, nie udaje mi się to pewnie w 100 procentach). Uwielbiam jednak obserwować zachowanie graczy.

 

Materiał opublikowałem pod koniec 2006 roku. Życie dopisało do niego dalszy scenariusz, o którym wiedzą wszyscy, którzy obserwowali zachowanie spółki

Tags:

Adam Stańczak na bossa.pl

Jacek Tyszko na bossa.pl

Michał Wojciechowski na bossa.pl

Tomasz Symonowicz na bossa.pl